Doktorat i macierzyństwo
- Elzbieta Gozdziak
- 2 hours ago
- 6 min read

Refleksje Wiktorii Moritz-Leśniak na temat doktoratu i macierzynstwa
Podczas ostatniego roku doktoratu zostałam mamą. Przez jakiś czas zadawałam sobie pytanie, w jaki sposób uda mi się połączyć pierwsze kroki w rodzicielstwie z pracą naukową. Po ośmiu miesiącach praktyki wydaje mi się, że nadal zadaję sobie podobne pytania — głównie ze względu na dynamikę rozwoju małego człowieka. Jednocześnie te osiem miesięcy przyniosło mi kilka refleksji dotyczących organizacji własnego czasu, rzeczy, które mnie zaskoczyły, oraz rozwiązań systemowych, które okazały się pomocne.
Perspektywa, którą chcę się podzielić, jest bardzo indywidualna. Dla każdej osoby ta historia będzie wyglądała inaczej, ponieważ zarówno ciąża, jak i rodzicielstwo są sumą tak wielu złożonych doświadczeń i okoliczności, że trudno byłoby stworzyć jeden uniwersalny scenariusz.
Jednym z pierwszych zaskoczeń było dla mnie to, że szkoła doktorska może realnie wspierać rodzicielstwo. Możliwe jest skorzystanie z urlopu macierzyńskiego, podczas którego wypłacane jest specjalne świadczenie w formie stypendium. Na ten czas zawiesza się kształcenie, a po powrocie doktorantka lub doktorant ma możliwość wydłużenia terminu złożenia rozprawy doktorskiej o okres zawieszenia. Dla mnie było to bardzo pomocne i pozwoliło mi znacznie bardziej skupić się na pierwszych miesiącach z dzieckiem.
Formalny urlop nie oznacza jednak całkowitego zatrzymania pracy naukowej. Trudno zupełnie odłączyć się od akademickiej rzeczywistości. Terminy składania tekstów, monitorowanie recenzji artykułów czy zgłoszenia na konferencje nadal się pojawiają. To wszystko dzieje się niezależnie od tego, że właśnie zostałam mamą. Świat dookoła nadal się kręci i nie można go zatrzymać.

Życie z małym dzieckiem ma zupełnie inną dynamikę niż życie, które można zaplanować w kalendarzu. Trudno planować pracę, kiedy rozwojowe niespodzianki czają się na każdym kroku, a do jednego rytmu nie można się przyzwyczaić, bo za chwilę pojawia się kolejna zmiana. Trudniej jest mi znaleźć czas na skupienie, dlatego praca często przenosi się na wieczory i noce, kiedy szansa na to, że uda się coś rzeczywiście skończyć, jest znacznie większa.
Jednocześnie zauważam w sobie zmianę. Jest mniej wątpliwości i niekończących się poprawek, zanim uznam coś za wystarczająco dobre, żeby to zakończyć. W obecnej sytuacji moment jest teraz — albo go wykorzystam, albo kolejny pojawi się w nieznanej przyszłości. Done is better than perfect stało się moim mottem ostatnich miesięcy. Być może czasami cierpi na tym jakość tego, co robię. Jednocześnie mam poczucie, że zyskałam większą sprawczość niż wcześniej.
Podczas konferencji EASA zobaczyłam, że życie akademickie i rodzinne mogą istnieć obok siebie. Widziałam wielu badaczy i wiele badaczek, którzy zdecydowali się przyjechać na konferencję ze swoimi dziećmi. Obserwowanie rodziców z dziećmi w przestrzeni naukowej było dla mnie bardzo motywujące. Dodało mi wiary w to, że łączenie życia akademickiego z rodzinnym jest możliwe — choć oczywiście wiąże się także z dodatkowym wysiłkiem. Bardzo doceniam również te momenty, kiedy mogę zabrać moje dziecko na spotkania zespołu badawczego. Wymaga to większej przerzutności uwagi, ale dopóki jest możliwe, pozwala mi znacznie aktywniej uczestniczyć w życiu naukowym.
Prywatnie uczę się prosić o pomoc i wsparcie, kiedy ich potrzebuję, oraz dzielić obowiązki z mężem. Uczę się też dawać sobie prawo do tego, że chcę kontynuować swoją pracę — pracę, która ze względu na swój charakter jest w ciągłym ruchu i nie zawsze daje się łatwo odłożyć na później.
Macierzyństwo zmieniło też mój sposób patrzenia na osoby, które badam. Moje dziecko ma dopiero kilka miesięcy, podczas gdy rodzice uczestniczący w moich badaniach mają dzieci w wieku szkolnym. Mimo to czuję, że patrzę na nich inaczej. Być może, gdybym teraz rozpoczynała pracę w terenie, zadawałabym nieco inne pytania. To, że sama jestem mamą i opiekuję się swoim dzieckiem, wyostrza moją uwagę na potrzeby rodziców.
Inaczej zaczęłam też zauważać dzieci w przestrzeni publicznej: gdzie są obecne, a gdzie ich nie ma; w jaki sposób są widziane; gdzie spotykają się rodzice, na co mają czas, a na co nie; co ułatwia im codzienne życie i gdzie potrzebują wsparcia. Macierzyństwo otworzyło przede mną zupełnie nowe pole pytań i ciekawości — takie, do którego wcześniej, w sposób całkowicie naturalny, nie miałam dostępu.
W moim przypadku łączenie macierzyństwa z doktoratem nie polega więc na znalezieniu jednego rozwiązania, które można raz wypracować, a potem konsekwentnie stosować. To raczej ciągłe dostosowywanie się do tego, co dzieje się dookoła. Być może za kilka miesięcy napisałabym ten tekst zupełnie inaczej. Nadal nie mam jednej odpowiedzi na pytanie, które zadawałam sobie na początku: jak połączyć macierzyństwo z doktoratem? Mam za to wiele refleksji, kolejne pytania i ciekawość, jak robią to inni badacze i badaczki.
Motherhood and a PhD

Wiktoria Moritz-Leśniak reflects on combining motherhood with doctoral work
During the final year of my PhD, I became a mother. For some time, I wondered how I would manage to combine my first steps into parenthood with continuing my academic work. Eight months of practice later, I find myself still asking similar questions—mainly because life with a small child changes so quickly. At the same time, these eight months have brought several reflections on organizing my time, things that have surprised me, and institutional arrangements that have proved helpful.
The perspective I want to share is a very individual one. Everyone’s experience will be different because both pregnancy and parenthood are shaped by so many complex experiences and circumstances that it would be difficult to imagine a single, universal scenario.
One of the first things that surprised me was discovering that a doctoral school can provide meaningful support for parenthood. It is possible to take maternity leave and receive a special stipend during this period. Doctoral training is suspended, and after returning, a doctoral student can extend the deadline for submitting their dissertation by the length of the suspension. For me, this was extremely helpful and allowed me to focus much more fully on the first months with my child.
Formal leave, however, does not mean that academic work comes to a complete stop. It is difficult to disconnect entirely from academic life. Deadlines for submitting manuscripts, checking on article reviews, and calls for conference papers continue to appear. All of this happens regardless of the fact that I have just become a mother. The world around me keeps moving, and there is no way to stop it.

Life with a small child has a completely different rhythm from a life that can be planned in a calendar. It is difficult to schedule work when developmental surprises are waiting around every corner and, just as you become accustomed to one routine, another change arrives. Finding uninterrupted time to concentrate has become more difficult, so work often moves into the evenings and nights, when the chances of actually finishing something are much greater.
At the same time, I have noticed a change in myself. There are fewer doubts and fewer endless revisions before I decide that something is good enough to be finished. In my current situation, the moment is now—either I use it, or the next opportunity may arrive at some unknown point in the future. Done is better than perfect has become my motto over the past few months. Perhaps the quality of what I do sometimes suffers as a result. At the same time, I feel that I have gained a greater sense of agency than I had before.
At the EASA conference, I saw that academic and family life can exist alongside one another. I saw many researchers who had decided to come to the conference with their children. Seeing parents and children sharing an academic space was very motivating for me. It gave me confidence that combining academic and family life is possible—even if it also requires additional effort. I also greatly appreciate those occasions when I can bring my child with me to research team meetings. It requires me to shift my attention back and forth more often, but as long as it remains possible, it allows me to participate much more actively in academic life.
In my private life, I am learning to ask for help and support when I need it and to share responsibilities with my husband. I am also learning to give myself permission to want to continue my work—work that, by its very nature, is constantly moving and cannot always be easily put aside until later.
Motherhood has also changed the way I look at the people I study. My child is still only a few months old, while the parents participating in my research have school-age children. Even so, I feel that I see them differently now. If I were beginning my fieldwork today, perhaps I would ask somewhat different questions. Being a mother myself and caring for my own child has made me more attentive to parents’ needs.
I have also begun to notice children in public spaces differently: where they are present and where they are absent; how they are seen; where parents meet; what they have time for and what they do not; what makes their everyday lives easier and where they need support. Motherhood has opened up an entirely new field of questions and curiosity for me—one to which, quite naturally, I did not previously have access.
For me, then, combining motherhood with a PhD is not about finding a single solution that can be worked out once and then consistently applied. It is more a process of constantly adapting to what is happening around me. Perhaps in a few months I would write this post quite differently. I still do not have a single answer to the question I asked myself at the beginning: how do you combine motherhood with a PhD? What I do have are many reflections, more questions, and a growing curiosity about how other researchers manage it.



Comments